PL/ en

Kitesurfingowy blog

O podróży 4x4 do Hong Kongu

1501149_593394857406616_462056045_o

Filipińska teoria chaosu

Podróż nie była dla mnie zbyt łaskawa. Chciałbym móc napisać, że piszę to teraz z laptopem na kolanach w hamaku na plaży. Plaża jest, hamak jest, laptop na kolanach też, z tym że ja leżę w łóżku.

No tak, podróż do miejsca gdzie jestem teraz, czyli Kingfisher na Północy Luzon, czyli głównej wyspy Filipin, zajęła mi 5 dni. Najpierw z Wrocławia do Warszawy busem, na pierwszy samolot do Rzymu. W Rzymie blisko 24h koczowania na lotnisku w oczekiwaniu na kolejny samolot. W sumie to w zasadzie dobrze na tym wyszedłem. Kupiłem sobie internet i nadrobiłem trochę zaległości w filmikach. W busie złożyłem ten o przygotowaniach:

A na lotnisku w Rzymie zległy z podróży po Europie:

Nawet udało się trochę zdrzemnąć. Kolejny lot do Jeddah, w Arabii Saudyjskiej trwał 4,5 godziny, więc ponownie spanie. Lądowanie i tu niespodzianka. Po królewskich lotnisku w Arabii Saudyjskiej spodziewałem się czegoś więcej. Myślałem, że będą złote fontanny wysadzane diamentami, a z nich na 100m do góry tryskać będą hektolitry ropy naftowej, zamiast wody. A co, kto bogatemu zabroni. A tam, najpierw jakiś hangar z przylotami, potem nawet kolejki podzielone były na męskie i żeńskie i na koniec sala odlotów wyglądająca stokroć gorzej niż stary terminal na Okęciu. I dlatego niczego płacimy ponad 5zł za litr na CPNie? 

W Jeddah mieliśmy 5 godzin czekania na kolejny lot do Manili. Dłużyło się to trochę. Mimo, że poznałem dwóch Polaków i jakoś razem staraliśmy sobie umilać czas. Dzięki uprzejmości klienta baru, który stało obok, udało mi się wymienić Szkocki Funty na ichnią kaskę, więc mogłem sobie kupić coś normalnego do jedzenia, a przynajmniej tak mi się wydawało. Porcja świeżych owoców, elegancko zapakowana i cola. Takie połączenie zdrowego z niezdrowym. 

W zasadzie to już kilka minut po zjedzeniu, było coś nie tak. Sprint do toalety, ok lepiej. A to był dopiero przedsmak tego co miało nadejść w samolocie. Raz w życiu miałem podobne zatrucie do tego. Zaraz po starcie, zrobiło mi się gorąco, płytki oddech i chyba na chwilę straciłem przytomność. Jak się obudziłem to zawartość żołądka już miałem na sobie. Potem jeszcze 2 godziny w toalecie i powoli zaczęło się polepszać. 

Z plusów to moi sąsiedzi po moim powrocie z toalety się wyprowadzili, więc miałem 3 siedzenia dla siebie i dostałem kocyk, który robił mi za substytut spodni. Z minusów to oddałbym każde pieniądze za prysznic, ale do Manili nie było opcji.

Po tej nie miłej akcji zdecydowanie bardziej ostrożny jestem pod względem tego co jem. Kolejny posiłek to asekuracyjnie McDonald’s. 

Wylądowaliśmy po 18 czasu lokalnego. Na lotnisku miała na mnie czekać Mary Jane z zarezerwowanym wcześniej samochodem. Miała mały poślizg ale się znaleźliśmy. Trochę formalności i z Kovalskim i Stefankiem ruszyliśmy na Północ na słynne tarasy ryżowe Banaue. Pierwszy postój to tani hotel, gdzie wynajęliśmy sobie pokój na 3 godziny… żeby wziąć w końcu prysznic. Potem jeszcze trochę walki w korkach. Tak była godzinna 21, a wszędzie były korki. Druga sprawa to ruch uliczny, po prostu definicja teorii chaosu. Kierowca, który odebrał nas z lotniska powiedział, że znaki i przepisy drogowe są tu tylko sugestią. Ludzie wchodzą mi na drogę na czerwony, ja hamuję a on mi mówi żebym jechał, tylko żebym go nie uderzył. Pasy ruchy to też kwestia dość umowna. Ale wbrew pozorom całkiem dobrze mi się tu jeździ. A wypadków szczególnie nie widziałem. 

Trasa do Banaue (360km) miała nam zająć 12h, ale w 9 się zamknęliśmy. Byłoby szybciej gdyby nie godzinna drzemka i postoje na fotki. Trudno było się powstrzymać od tych postojów swoją drogą. Większą część trasy pokonaliśmy nocą. Mieliśmy wrażenie jakbyśmy jechali cały czas przez jedno wielkie miasto. W zasadzie bez przerwy po prawej i lewej stronie drogi były jakieś chatki i stragany. Druga w nocy a tu jeszcze wszędzie otwarte. Kiedy Ci ludzie śpią?

Dopiero kiedy wjechaliśmy w góry, można było zobaczyć przerwy między wioskami. Powoli zaczęło robić się jasno, a to pierwszy widok jaki nam się ukazał:

Krajobraz niczym scena z serialu M.A.S.H. Dalej po drodze mijaliśmy co raz to kolejne tarasy ryżowe, żeby w końcu dotrzeć do ich mekki, Banaue.

Ciekawe miasteczko z sześciopiętrowymi domami budowanymi na stokach gór. Stawiam, że w Polsce już by się zawaliły. Swoją drogą nie wiem co je trzyma w pionie. Sądząc po instalacji elektrycznej to raczej nie myśl techniczna i organizacja. Odnoszę wrażenie, że jak komuś coś przestanie działać to po prostu rzucają nowy kabel i jest ok… przez jakiś czas.

Moi nowi znajomi, po wspólnym śniadaniu, zostali w Banaue, żeby trochę pochodzić po górach, a ja nie mogąc się już doczekać plaży, słońca i wiatru ruszyłem dalej.

Chciałem po drodze zobaczyć jeszcze Sagadę i nijakie wiszące trumny, ale oznakowanie dróg jest równie dobre co organizacja linii elektrycznych. W zasadzie to mapy GPS to też specjalnie dużo lepsze nie są. Przejechanie 100km zajęło mi jakieś 200km i 8 godzin. Najpierw droga, której nie ma, bo się urwała. A potem na przemian elegancka betonowa droga i szuter. A powiedzmy sobie szczerze, Toyota Yaris na nisko profilowych felgach to nie auto terenowe. W nocy w końcu udało mi się opuścić kręte uliczki górskiej prowincji i dotarłem do „cywilizacji”. Trochę pracy, nocleg na stacji benzynowej i już prawie jestem na miejscu.

Miejsce, które mi polecono, Kingfisher, znajduje się na końcu świata, chyba ostatnia działka ciągnącej się wzdłuż wybrzeża „drogi”. Ale jest niesamowite. Z resztą, zobaczcie sami.

Wieje bez przerwy. Dzień i noc. Niestety pierwsza sesja kite, skończyła się dla mnie przeziębieniem, wliczając zatoki. Wczoraj cały dzień w łóżku, ale dzisiaj wybieram się do wioski i planuję się nafaszerować różnymi polskimi domowymi sposobami leczniczymi i może jutro uda się coś popływać. 

Peace

Sponsorzy

Logo-escape-png Xcel-logo _north_logo_all_green Hydro Navi_fleet Zrzut_ekranu_2013-12-02_o_22.46.00

Sponsorzy

Logo-escape-png
Xcel-logo
_north_logo_all_green
Hydro
Navi_fleet
Zrzut_ekranu_2013-12-02_o_22.46.00

Media

Go2hel_leagal_logo_1
Logo_kiterewa
Nowe_logo_off-road
Kiteforum
Kiteportal
Sieplywa
Logo2012
Logo_bl.pl_niebieskiez_www
Terenwizja
Inmotion-kitesurfing-logo-250x80-v2
Logo-magazyn-4x4-nowy
Logo_slaskie

Kitespoty

Logo_new