PL/ en

Kitesurfingowy blog

O podróży 4x4 do Hong Kongu

Filipiny kajtowo i nie tylko

Tym razem zapraszam na małe filmowe podsumowanie moich podróży po Filipinach. Kajtuję w najlepszych spotach (Seco Island, Boracay, Kingfisher), jem o-mało-co kaczkę (zemsta), a zwieńczeniem wszystkiego są piękne widoki.

Jak już wiecie z poprzednich postów z Filipin, na początku jeździłem wynajętą małą Toyotą. Jak się okazało, nie jest to wymarzone auto na filipińskie drogi. Moja terenowa Toyota byłaby zdecydowanie lepsza. Raz droga jest, ale za zakrętem już jej może nie być. Narzekasz na polskie drogi? Jedź na Filipiny, przestaniesz.

Ale wracam do filmiku. Początek jest nakręcony po drodze i w Banaue, gdzie znajdują się ryżowe tarasy. Potem jadę do Pagudpud na spot o nazwie Kingfisher. Więcej o tych miejscach w poprzednim poście (http://kitelancers.com/posts/filipinska-teoria-chaosu). Jeszcze mi tak się nasunęła pewna myśl. Tutaj dzieci uczą się jeździć na motorze gdy mają jakieś 7-8 lat. A jazda w 4-5 osób na jednym motorze nie jest niczym nadzwyczajnym. I nie mówię tu o motorze z przyczepką, czyli tricycle. Ludzie jeżdżą na pace pickupa, dachu autobusu i nikt nie mówi, że to niebezpieczne czy coś takiego. Tak po prostu jest.

Dalej mamy jedzonko. Squid balls, fish balls, empanada, wszystko mega dobre. Cały obiad za niecałe 5 zł. Dobre, pożywne i tanie. Szczerze mówiąc w Pagudpud mi najlepiej smakowało. Empanady już później nie widziałem niestety. Balut to filipiński przysmak, uważany za afrodyzjak. To nic innego jak ugotowana, nie wykluta kaczka. Jak udało mi się ustalić, moja miała 20 dni, ale wydaje mi się, że mógł mieć jednak mniej, bo nie było jeszcze piórek itp. Zjadłem dwa, głównie dlatego, że kiedy kręciłem pierwszy raz, zapomniałem włączyć mikrofonu. Mogłem w prawdzie dograć audio później, ale mi nawet smakowało, więc czemu nie.

Byłem w gościnie u wujka, żony kuzyna, który jest komendantem Policji. Tak, że filmik nakręcony był w koszarach, a następnego dnia miałem okazję postrzelać z glocka i M-16. Trochę szczęka mi opadła jak wcześniej jeden z policjantów z filmiku podszedł do mnie i zapytał czy może umyć mi auto… yyyyy… ok… Było na prawdę brudne ;)

Potem pojechałem do prowincji Camanires Notre. Jedyne 650km, ze średnią prędkością 40km/h. Po drodze przejechałem przez stolicę Filipin, Manilę. Było godzina 23, filmik jest przyspieszony 20 razy. Korki w Manili są nawet do godziny 2 w nocy i wracają o 5-6 rano. Miasto ma 6 milionów mieszkańców i straszny smog. Mino, że są ograniczenia w ruchu, że jeden dzień w tygodniu nie możesz jeździć swoim autem.

W Camanires Notre nie spędziłem nawet dnia. Okazało się, że tam, w przeciwieństwie do Kingfisher, prognozy na windguru się sprawdzają, wiatru nie widzieli od tygodnia, a przyszłe dni zapowiadały się równie optymistycznie. Przebookowanie biletów i następnego dnia po południu lecę już na Boracay.

Pierwsze co zrobiłem na Boracay to pytałem się jak dostać się na Seco Island i udało się. Trzydniowa wyprawa za 600zł to może tanio nie jest, ale w cenie było dużo. Przejazd: bus, łodź, jeepney i znowu łodź. W sumie jakieś 3h woda i 3h lądem w jedną stronę. Na miejscu nocleg pod gołym niebem, jedzenia i picia do woli. No i ta miejscówka!!! To nawet nie wyspa, tylko nasyp piasku na rafie koralowej. Wiatr mocniejszy niż na Boracay, super płaska woda i max 10 osób na wodzie. Moja definicja kitesurfingowego raju. Jak na razie najlepszy kajtowy spot jak dla mnie. Jedyny minus to słońce. Nie ma ucieczki… Więc dzięki Eme, rybacy i Isla Kite School.

Potem powrót na Boracay. Hmmm, podobało mi się tam, nie mogę powiedzieć, że nie. Ale z opowieści spodziewałem się więcej. Wiatry raczej słabe, więc tylko 12m. Wiatr onshore, więc trochę chop, plaża bardzo mała, więc lądowania latawców na palmach są codziennością, szczególnie podczas przypływu. No i te tłumy. Im bliżej plaży tym gęściej, im dalej tym większy czop. Rekompensatą za to jest nocne życie. Jest dużo kitesurferów, więc czujesz się jak z kumplami, których nie widziałem parę lat, ale również dużo zwykłych turystów i turystek, co nie jest codziennością na kitespotach.

Z moich postępów kitesurfingowych na Filipinach wygląda to całkiem nieźle. Raley może nie najpiękniejsze jeszcze, ale powtarzalne. Backroll kiteloop transition czasami wychodzi. Próbowałem jeszcze backroll kiteloop, pierwszy wyszedł idealnie, ale o drugi, trzecim, czwartym i piątym tego samego już powiedzieć nie mogę… Szczególnie o trzecim. Zostawiłem kite’a przed dwunastą i w momencie inicjacji rotacji loopowałem kite’a. Efekt, wyrzut w górę i do przodu jak z katapulty i lądowanie niczym Messershmitt po starciu z naszym dywizjonem 303.

Aktualnie siedzę sobie w Phukecie w Tajlandii i czekam, aż mój rydwan wyprawowy będzie gotowy, ale o tym już niedługo.

Sponsorzy

Logo-escape-png Xcel-logo _north_logo_all_green Hydro Navi_fleet Zrzut_ekranu_2013-12-02_o_22.46.00

Sponsorzy

Logo-escape-png
Xcel-logo
_north_logo_all_green
Hydro
Navi_fleet
Zrzut_ekranu_2013-12-02_o_22.46.00

Media

Go2hel_leagal_logo_1
Logo_kiterewa
Nowe_logo_off-road
Kiteforum
Kiteportal
Sieplywa
Logo2012
Logo_bl.pl_niebieskiez_www
Terenwizja
Inmotion-kitesurfing-logo-250x80-v2
Logo-magazyn-4x4-nowy
Logo_slaskie

Kitespoty

Logo_new